Panie Gehl, niech nas Pan ratuje!

By in wydarzenia on 10 grudnia 2013
prof. Jan Gehl podczas prelekcji, fot. Marta Orlikowska

prof. Jan Gehl podczas prelekcji, fot. Marta Orlikowska

 

W dniu 6 listopada 2013 roku odbyło się w Warszawie spotkanie z jednym z najbardziej obecnie znanych na świecie urbanistów — prof. Janem Gehlem. Wykład Duńczyka poprzedzony był pokazem filmu dokumentalnego pt. „Ludzki wymiar” (reż.: Andreas M. Dalsgaard, 2012), prezentującego problemy współczesnych miast oraz dokonania prof. Gehla mające na celu ich rozwiązanie.

 

Zorganizowane przez Ambasadę Królestwa Danii oraz Miasto Stołeczne Warszawa spotkanie było otwarte, jednak wcześniej należało się zarejestrować — wolne miejsca skończyły się w ciągu kilku dni. I tak w wypełnionym po brzegi ogromnym audytorium Muzeum Historii Żydów Polskich duński urbanista pokazał warszawiakom, jak może wyglądać szczęśliwe miasto. Można by odnieść wrażenie, że na sali znalazły się osoby, których Gehl nie musi przekonywać do swoich racji. Dominowali ludzie młodzi — a oni sami wiedzą, że miasto przyjazne to takie, w którym pierwszeństwo mają piesi czy rowerzyści i w którym są szerokie chodniki, zieleń, mnóstwo miejsc do spotkań czy zakupów oraz ograniczony ruch samochodowy. Było to zresztą widać przed wejściem do MHŻP w czasie wykładu Gehla, bo do każdego słupa, latarni czy balustrady przypięte były dziesiątki rowerów. Bardzo nieliczna była za to na sali reprezentacja urzędników. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, która oficjalnie zapowiedziała gościa, także dość szybko opuściła muzeum. A to chyba przede wszystkim urzędnikom warto by uświadomić wszystkie zagrożenia i problemy, o których mówi duński urbanista. W krajobrazie większości polskich miast nadal dominują samochody, handlowe ulice zamierają, bo ludzi wsysają wszechobecne centra handlowe, zaś kompleksy leczymy, budując kolejne wieżowce, które niszczą strukturę miasta i więżą ludzi dziesiątki metrów nad ziemią (jeśli pracuje się na dwudziestym piętrze, wyjście na chwilę z biura po bułkę do sklepu przestaje mieć sens, więc ludzie nie opuszczają wieżowców i nie generują ruchu dookoła takich budowli — twierdzi Gehl). Młodzi mieszkańcy Warszawy, Krakowa, Poznania czy Gdańska doskonale te problemy znają, zakładają organizacje walczące o poprawę jakości przestrzeni, aktywizują ludzi do udziału w konsultacjach społecznych. O wiele mniej wiedzy, ale i entuzjazmu wykazują urzędnicy, którzy zwykle powtarzają jak mantrę słowa: „nie da się”. Nawet pani prezydent Warszawy, otwierając listopadowe spotkanie, zaznaczyła, że zmniejszanie ruchu samochodowego w centrum miasta nie wszystkim się podoba — i ona zdanie tej grupy ma zamiar uwzględnić. Ripostą Gehla było wspomnienie o wielkim oporze społecznym w czasie reformy przestrzeni w Kopenhadze czy Melbourne. Teraz ilość mieszkańców zadowolonych ze zmian sięga tam siedemdziesięciu procent i nikt nie ma wątpliwości, że miasta te stały się o wiele bardziej przyjazne mieszkańcom, a co więcej — wzrósł też ich potencjał ekonomiczny.

 

prof. Jan Gehl podczas podpisywania swojej książki „Życie między budynkami”, fot. Marta Orlikowska

prof. Jan Gehl podczas podpisywania swojej książki „Życie między budynkami”, fot. Marta Orlikowska

 

Fenomenem jest fakt, że Jan Gehl te same idee promuje i wciela w życie od niemal pół wieku. Jego najbardziej znane dzieło — modernizacja centrum Kopenhagi trwa od lat 60. XX wieku i właściwie wciąż można ją określić jako work in progress (usunięcie samochodów i zastąpienie ich rowerami udało się tak dobrze, że teraz na ulicach tworzą się… korki rowerowe, na które też trzeba przecież znaleźć lekarstwo). Te same reformy, które Gehl rozwijał pięćdziesiąt lat temu, nadal są aktualne i nadal wiele miast chce, by je u nich wprowadzał. Duńczyk opracowywał już projekty urbanistycznych modernizacji dla pozornie tak od siebie kulturowo odległych miast jak: Dublin, Melbourne, Guangzhou, Mexico City, Londyn, Rijeka, Rejkiawik czy Zurych. Od kilku miesięcy Gehl pracuje z merem Moskwy nad poprawą przestrzeni w zatkanej przez samochody rosyjskiej stolicy. Jego działania bazują wciąż na tych samych koncepcjach. Wykładu duńskiego urbanisty słuchało się jak opowieści o idealnym świecie, w którym miasta nie są przeludnionymi i zanieczyszczonymi zbiorowiskami przypadkowych ludzi, lecz przestrzeniami, w których przebywają uśmiechnięci, zrelaksowani ludzie, tworzący społeczności i zauważający się nawzajem. Można było odnieść wrażenie, że jest to utopia w czystej postaci. Gehl wylicza wady miast, dla wielu z nich nie proponuje jednak alternatywy (np. jeśli gęstą zabudowę wysokościową zamienimy na niską i luźną, tak jak postuluje, to jak zrekompensujemy braki powierzchni użytkowych?). Te same pomysły Duńczyk chce wdrażać w małych miasteczkach i kilkumilionowych metropoliach, w odniesieniu do wszystkich zakątków świata. Swoje idee urbanista przedstawia w formie okrągłych zdań i chwytliwych haseł, które amerykańska prasa już oficjalnie nazywa „gehlizmami”. Mimo to obraz kreowany przez prof. ­Gehla jest bardzo przekonujący i wzbudza wiarę w to, że nasze dławiące się miasta można jeszcze naprawić. Duńczyk mówi zrozumiałym językiem, a zmiany pokazuje tak, by dało się uwierzyć w łatwość ich zastosowania. Udowadnia, że nie za pomocą rewolucji, ale ewolucji da się wprowadzić wiele korzystnych modyfikacji do tkanki miasta, jaką dysponujemy. Gehl „leczy” tylko niektóre problemy, nie zgłębia wszystkich, wielu dotyka powierzchownie, ale przecież od czegoś trzeba zacząć, prawda?

Anna CYMER

 

 

 

Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Ambasady Królestwa Danii w Warszawie.

Na początku listopada br. prof. Jan Gehl gościł także w Łodzi, gdzie został zaproszony z inicjatywy Instytutu Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Łódzkiego oraz Fundacji Ulicy Piotrkowskiej. Kilkudniowym spotkaniom słynnego urbanisty z urzędnikami, pracownikami naukowymi oraz mieszkańcami Łodzi patronowało A&B. Wizyta ta miała związek z wdrażaniem przez miasto nowej strategii rozwoju przestrzennego, a także z promocją najnowszej książki prof. Gehla pt. „Miasta dla ludzi” („Cities for People”), która ukaże się niebawem nakładem Wydawnictwa RAM — wydawcy A&B w przekładzie Szymona Nogalskiego.